| zapomniałem hasło | nowe konto | dodaj zdjęcie
Mapa
Nieistniejące
Komentarze Kresy Kresy + Polska Panoramy Pomoc
wczytywanie danych...
proszę czekać...

Fragment wspomnień Marii Bąk

Wrocław zobaczyłam pierwszy raz w  lutym lub marcu 1946 roku kiedy przyjechałam do miasta z Końskich. Wyjazd był efektem konfliktu rodzinnego w którym Mama była przeciwna wyjazdowi do „tego niemieckiego” miasta zaś mój Tato był zdecydowanie – za. Wcześniej Tata – Józef Cuper trzykrotnie odwiedzał zniszczony Wrocław sondując możliwości zamieszkania i pracy jako piekarz Pierwsze dwa wyjazdy były krótkie – kilkudniowe zaś ostatni dłuższy po którym zapadła finalna decyzja ściągnięcia całej rodziny. Nie pamiętam dokładnie kiedy i jak znaleźliśmy się w pociągu do Wrocławia. Pamiętam tylko, że było bardzo tłoczno, duszno i bardzo głośno. Przyjechaliśmy na dworzec Nadodrze gdzie zaraz po przyjeździe dostałam odpowiedzialne zadanie pilnowania dwóch dużych tobołów w których były pierzyny i pościel. Pamiętam to dokładnie bo Ojciec powiedział : „pilnuj dobrze, bo tu kradną. Jak nie upilnujesz to będziesz spać pod kapotą.” Słowo „kapota” do dziś bardzo pamiętam. Gdy zostałam pod dworcem z tobołami reszta rodziny i piekarze, których Tata zabrał ze sobą poszli szukać transportu do przewiezienia dobytku do wcześniej znalezionego i „zaklepanego” mieszkania. Trochę to trwało więc położyłam się na obu tobołach pilnując ich i przyglądając się wciąż nowym osobom przyjeżdzającym do Wrocławia. To była prawdziwa „mieszanka” jakiej później nigdy nie widziałem. Tłum ludzi różniących się ubiorem, wyglądem , językiem – co dziwne dało się zauważyć sporo nerwów i agresji u wielu nowoprzybyłych mieszkańców miasta i ludzi przed dworcem. Czekałam z bagażami na Tatę ufając że wkrótce wróci i zabierze mnie ze sobą do domu. W końcu pojawił się jakąś zdezelowaną ciężarówką na którą mnie zabrał, bagaże i jeszcze jakąś zupełnie przypadkowa trzyosobową rodziną. Droga do nowego „poniemieckiego” mieszkania trwał długo jak na moje realia z dzieciństwa i wtedy dopiero zrozumiałam pojęcie „dużego miasta”. Nie potrafię sobie przypomnieć pierwszych wrażeń z nowego mieszkania. Pamiętam tylko, że Ojciec wniósł mnie tam na rękach i położył spać w jednym z pokoi. Byłam tak zmęczona podróżą i emocjami że spałam cały dzień do rana następnego. Następnego dnia zaczęłam poznawać nowy świat w jakim się znalazłam. Największe wrażenie wywarł na mnie kran z bieżącą zimna wodą w domu, zlew i prawdziwa ubikacja na półpiętrze kamienicy. To była dla mnie nowość. Wrażanie zrobiły tez na mnie bibeloty po poprzednich mieszkańcach: książki, zeszyty, kolorowanki. Były też negatywne emocje bowiem wokół domu było mnóstwo gruzów i tabliczek ostrzegających przed minami i niewypałami na okolicznych ulicach. Dopiero po dwóch dniach zapamiętałam adres pod którym zaczęłam wrocławskie życie. To był dom przy Sępa Szarzyńskiego 69 mieszkanie na I piętrze. Na parterze kamienicy była piekarnia, sklep i zaplecze magazynowe. Czteropiętrowa kamienica  w której zamieszkaliśmy nazwałam „pojedynczą” bo sąsiednie były w gruzach. Każde piętro miało cztery mieszkania z których w miarę do użytku nadawały się tylko trzy. Mieszkania z lewej strony na każdym piętrze były uszkodzone. Wyrwy w ścianach, spękania, wyrwane okna, przemieszczenia itp. Te uszkodzone służyły mieszkańcom całych mieszkań jako magazyny, schowki, przechowalnie. Przechowywano tam ubrania, przetwory, koce, pościel. Najbardziej jednak interesujące w kamienicy było ostatnie czwarte piętro. Bomba wyrwała w nim fragment ściany tworząc nienaturalną werandę – balkon z widokiem na okolicę. Bardzo często przychodziły tam dzieciaki z okolicy z góry podziwiając widoki na morze ruin i gruzów. Była to swoista enklawa do której nie wtrącali się rodzice, miejsce spotkań i nawiązywania pierwszych przyjaźni. Ta nasza dziecięca przyjemność nie trwała długo bo któreś z dzieci wygadało się rodzicom i zrobiła się afera. Wejście na werandę ostało zabite grubymi drzwiami a nam zabroniono się tam zbliżać. Osobiście miałam rozmowę „dyscyplinującą” z moim Tatą . Przyznałam się Tacie, że ja zdradziłam rówieśnikom sekret werandy i dzięki mnie tam przychodzili. Pomimo zamknięcia „werandy” wśród rówieśników mój prestiż wzrósł jako osoby mieszkającej tuż pod „weranda” w tej kamienicy. Dotyczyło to także koleżanek i kolegów starszych rocznikowo. Ulica Sępa Szarzyńskiego idąc na południe biegła prosto do koryta Odry. Przecinała po drodze ulicę Sienkiewicza, Benedyktyńską i  Szczytnicką. Sienkiewicza i Benedyktyńska były jak na tamte czasy drożne natomiast odcinek od Szczytnickiej do Odry to wąska ścieżka wśród hałd gruzu na wysokość i piętra. Na północ od mojej kamienicy dochodziłam do małego parku który wspominam z radością szczególnie zima gdy tam szalałam na sankach zjeżdżając z górki parkowej mając przed oczyma staw parkowy z którego co rusz wyciągano poniemiecka broń i amunicje.Czekała jednak na mnie szkoła. Czekała całe kolejne trzy tygodnie bo poszłam do niej po trzytygodniowej chorobie. Szkołę znalazł dla mnie Tata i zaprowadził mnie do niej. Wtedy miała numer 44 i mieściła się przy ulicy Nowowiejskiej. Wtedy w tym kompleksie  znajdowała się jeszcze jedna szkoła o numerze 1 i przedszkole. Przy zapisywaniu nie do klasy pani sekretarka z dystansem odniosła się do stanu mojego zdrowia wypominając bladość, kruchość i wzrost. Tata jednak stwierdził, że dam radę i czas rozpocząć naukę. Przed zostawieniem mnie w szkole dodał jeszcze, że wzrost i wygląd nie decyduje o tym co się ma w głowie.

 

CDN...

Fragment wspomnień mojej Mamy, które z czasem będa jak zdrowie pozwoli powiekszane i przypisaywane odpowiednio

 

Tomasz Bąk

Skomentuj artykuł
Bardzo ciekawy opis. Ten fragment - "Wrażanie zrobiły tez na mnie bibeloty po poprzednich mieszkańcach: książki, zeszyty, kolorowanki." zadziałał mocno na moją wyobraźnię... biedni dawni mieszkańcy i ich dzieci - musieli uciekać ze swojego lub wynajmowanego mieszkania a może i nawet nie przeżyli wojny...
2020-12-13 13:42:47 (22 dni temu)
 
Mama spisuje swoje wspomnienia czy Ty jej jakoś rejestrujesz i przelewasz na "papier"? Te wszystkie drobiazgi tworzą prawdziwy klimat tamtych czasów. Mi niestety nie było dane wysłuchać takich relacji. Kiedyś mnie to nie interesowało, a teraz nie ma już kto opowiedzieć. Trzymam kciuki za dalsze fragmenty.
2020-12-26 10:26:14 (9 dni temu)
 
do Marek Kuliński: Mama opowiada ja notuję i sklejam.
2020-12-26 13:03:18 (9 dni temu)
  
Kontakt do administratorów strony Fotopolska.Eu: | Regulamin serwisu: https://fotopolska.eu/2,artykul.html
© Copyright 2012 Neo & Siloy
Kolokacja serwerów Amsnet